Sami bądźmy solistami!!!

Pierwszy raz zdecydowaliśmy sie na zorganizowany wyjazd, zawsze podróżujemy sami. Lubimy odkrywać nowe miejsca, poznawać nowych ludzi. Lubimy łamać schematy i odkrywać miejsca, które nie są opisane w przewodnikach… Wybraliśmy “Solistów“. Nie mieliśmy czasu, by zaplanować wyprawę osobiście, poza tym wyjazd do Indii i Nepalu wydał nam się zbyt ryzykowny, by wyruszyć w podróż w pojedynkę. Opinie o spółce były pozytywne, a trasa wyjazdu, którą zaproponowali, bardzo nam odpowiadała. Mieliśmy oczywiście wątpliwości, jak uda się zrealizować tak bogaty program w tak krótkim czasie, postanowiliśmy jednak zaufać profesjonalistom ( !! ).
Kontakt z biurem był całkiem dobry, choć na odpowiedzi na e-maile trzeba było czasem czekać dzień czy dwa. Odpowiadali na pytania dość szczegółowo, choć nie podawali żadnych konkretów. Odwoływali się do infopaka z poprzednich wyjazdów i cytowali opinie zadowolonych klientów. To uśpiło moją czujność. Wydawało mi się jasne, że skoro płacimy tyle pieniędzy za wyjazd, to dlatego, by organizator mógł nam zapewnić właściwą jakość usług.
Wiedziałam co nieco o Indiach i Nepalu, przejrzałam przewodniki i blogi podróżnicze, podejrzewałam co możemy zastać na miejscu.. Ale znałam też ceny noclegów i wyżywienia! Kalkulacja wydawała mi się prosta. Skoro płacimy z górką ( i to dość sporą!! ), nie ma się czym przejmować.
Kilka dni przed wyjazdem otrzymaliśmy z biura informację, że jedzie z nami dwóch liderów/opiekunów, co również podnosiło wartość wyjazdu i dawało dodatkowe poczucie bezpieczeństwa.
Och.., jakież to wszystko było złudne!!!
Już na lotnisku okazało się, że żaden z naszych liderów w Indiach i Nepalu nie był! Cóż, pomyślałam, może wiedza, którą mają na temat tych krajów jest tak rozległa, że spokojnie sobie poradzą i przekażą  nam ciekawostki, których nie wyczytaliśmy w przewodnikach… Niestety.., ich wiedza okazała się bardzo płytka, a informacje, które nam przekazywali, przeczytali chwilę wcześniej w internecie lub przewodnikach, które niektórzy z nas mieli ze sobą! Żenada…
Bardzo szybko okazało się, że to co na papierze, znacznie odbiega od rzeczywistości. Hotele, w których mieliśmy nocować, okazały się gesthousami wątpliwego standardu, a oceny na booking.com, które były dla firmy wyznacznikiem przy wyborze, okazały się wzięte “z czapy”! Jakość była wprost propocjonalna do ceny i nie był to standard europejski! Na uwagi, że pokoje są poniżej jakichkolwiek standardów, słyszeliśmy odpowiedź, że poprzednie grupy się nie skarżyły.
Środki transportu, którymi podróżowaliśmy, też nie należały do bezpiecznych, nawet lokalni przewodnicy byli zaskoczeni klasą pociągów, którą musieliśmy podróżować. A autobus, który został przez naszych liderów opisany, jako najwyższej klasy, był w istocie zwykłym podrzędnym autobusem lokalnym 
Plan wyprawy, choć bardzo bogaty, okazał sie logistycznie niewykonalny, tym bardziej że liderzy nie ogarniali topografi miast, w których byliśmy i dali się wodzić za nosy lokalnym kierowcom tuktuków i taksówek.
W trakcie wyprawy okazało się również, że zmuszeni byliśmy ponieść mnóstwo tzw. ukrytych kosztów, o których nie wspomniało biuro, a liderom nie zależało, by były one jak najniższe. Podobnych sytuacji było mnóstwo.. Np. wchodziliśmy na teren jakiegoś obiektu, lider płacił za bilety, ale zapomniał wspomnieć, ze na terenie tegoż obiektu jest muzeum czy świątynia, za wejście do której trzeba było dodatkowo zapłacić.
Liderzy nie tagrowali sie o ceny taksówek czy tuktuków, nie zależało im, bowiem wiedzieli, że znakomita część kosztów ponosimy my. Np. w jednej z miejscowości za taksówkę z punktu A do punktu B – była to odległość ok. 5km. – zapłacić musięliśmy 300 rupi, a wynajęcie taksówki na cały dzień kosztowało 500 rupi! Mimo iż sugerowaliśmy, że cena jest zbyt wysoka, nasze uwagi były ignorowane…
Najbardziej jednak nieprzemyślany był plan trekkingu do Annapurna Base Camp. Począwszy od złego rozplanowania odcinków trasy, bez uwzględnienia przewyższeń, odległości, formy fizycznej uczestników, a skończywszy na wyborze niesprawdzonego, niekompetentnego przewodnika! Zabrakło buforu bezpieczeństwa na niespodziewane warunki pogodowe… Cudem wszyscy ukończyli trekking bez uszczerbku na zdrowiu, choć sytuacji, które mogły skończyć się tragicznie było kilka. M. in. zostawienie jednego z członków grupy bez asekuracji przy podejściu do MBC, czy burza śnieżna w ABC, gdy to przewodnik zszedł z góry, nie sprawdziwszy, czy wszyscy są bezpieczni. Nie kontrolował nas pod kątem choroby wysokościowej i jej objawów i nie asekurował przy wejściu, choć u niektórych uczestników takie objawy wystąpiły! Dla tego człowieka liczyła się tylko kasa, a nie bezpieczeństwo ludzi.
Niewłaściwe było również stanowisko “Solistów” po tym, jak linia lotnicza, którą mieliśmy podróżować z Kathmandu do New Dehli ogłosiła upadłość. Firma próbowała wymusić na nas podpisanie oświadczenia o zrzeczeniu się roszczeń i nie zaproponowała żadnej rekompensaty za niezrealizowany program. To przykre, zważywszy na fakt, że pięknie reklamuje się w mediach społecznościowych słowami “rzetelna i uczciwa”!
Liderzy, którzy z nami pojechali wykazywali sie momentami całkowitą ignorancją wobec uwag i spostrzerzeń dotyczących logistyki i komunikacji, a ich lekceważący, momentami wręcz kpiący, stosunek do osób starszych był wysoce naganny!
Oboje to prywatnie całkiem fajni ludzie, jednak absolutnie nie nadają się na liderów! Brakuje im haryzmy, zdecydowania, umiejętności przewidywania i zdolności przywódczych. Pomylili pracę, do której pojechali, z własną przyjemnością!
          To były niesamowite 3 tygodnie! Podczas tego wyjazdu poznaliśmy fantastycznych ludzi, wiele się nauczyliśmy, wiele przeżyliśmy i absolutnie nie żałujemy ani chwili!!!
Wiemy jednak, że to był nasz pierwszy i ostatni wyjazd z “Solistami”. Nigdy więcej nie skorzystamy z usług tej spółki i wszystkim będziemy odradzać.
Na rynku istnieje tak duża konkurencja, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie 😉
SOLISTOM MÓWIMY ZDECYDOWANE NIE!!!

Soliści nie

Przykladowe noclegi:

Pokhara (jedne z lepszych noclegow): R&R Guest House   Ok, choć brak klimy, a wiatrak na wysokości głowy.

Kathmandu: Trekkers home karaluchy, nieświerze pokoje, nie wspominając o czystości łazienek. Cała grupa odmówiła noclegu w tym przybydku !