«

»

Aug 25

Galdhøpiggen 2469 m. npm.

Galdhøpiggen znajduje się w gminie Lom w hrabstwie Oppland. To najwyższy szczyt Norwegii, z którego rozciąga się cudowny widok na Jotunheimen! Oczywiście jeśli jest ładna pogoda. Nasze pierwsze podejście 3 lata temu nie było udane. Załamanie pogody i trudne warunki pokrzyżowały nam plany. Postanowiliśmy powtórzyć podejście.
Wyruszyliśmy z Bergen w piątek koło południa, bo droga do Lom jest dość daleka, to ok. 350 km., czyli jakieś 7h jazdy. Trzeba wziąć pod uwagę rozkład jazdy promów, aby nie tracić czasu na czekanie na przeprawy.
Zabukowaliśmy nocleg w Elveseter Hotell, jakieś 20 km. od celu naszej podróży. Hotel bardzo przyjemny, przyjazny dla zwierzaków. Byliśmy podekscytowani jutrzejszą pogodą, więc trudno nam było zasnąć.
Wstaliśmy wcześnie, zjedliśmy pyszne śniadanie w hotelowej stołówce i ruszyliśmy w drogę.
Na Galdhøpiggen można wejść na kilka sposobów. Można zacząć wędrówkę z Juvasshytta lub Spiterstulen. Na wycieczkę wybraliśmy się z naszym czworonogiem, więc zdecydowaliśmy się na krótsze podejście.
Juvasshytta jest jednym z nich, jest bowiem najlepszym i najbliższym punktem wyjścia do wspinaczki na najwyższą górę północnej Europy. Stąd codziennie odbywają się wycieczki z przewodnikiem po lodowcu Styggebreen i dalej na szczyt. Aby wyruszyć na szczyt, trzeba stawić się w Juvasshytta przed godz. 10.00, bo wyjście z przewodnikiem jest tylko raz dziennie.
Po krótkiej odprawie z przewodnikiem i założeniu uprzęży, ruszyliśmy w drogę. Początkowo droga prowadziła po płaskowyżu, była kamienista, ale dość łatwa do pokonania. U podnóża lodowca musieliśmy ustawić się zgodnie z poleceniem przewodnika i powiązać się linami. Następne grupami ruszyliśmy w górę. Droga była dość trudna, stopy zapadały się w śniegu. Trzeba było iść równym tempem i uważać na współtowarzyszy. Gdy zeszliśmy z lodowca, przewodnik pozwolił nam oswobodzić się z uprzęży i dalszą część drogi mogliśmy już pokonywać samodzielnie.
Podejście było mordercze. Trasa wiodła przez śliskie kamienie i śnieg ostro pod górę. Nogi zapadały się w zaspach, a sił było coraz mniej. Trudno też szło się psiakowi, kamienie raniły łapki, które dodatkowo grzęzły w śniegu. Wokół nie było zbyt wiele widać, bo szczyt był schowany w chmurach.
Zmęczeni, ale szczęśliwi dotarliśmy na górę! Zdobyliśmy najwyższy szczyt Norwegii Galdhøpiggen 2469 m. npm. Na szczycie leżało mnóstwo śniegu, nawet schronisko, które w sezonie jest otwarte, było zasypane po dach. Zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek. Ciepła herbata smakowała wybornie 😉 Czekaliśmy również z nadzieją, że chmury przejdą i odsłonią cudowne widoki na panoramę Jotunheimenn. Niestety, nie udało się. Chmury wisiały nad szczytem jak zaklęte.
Zeszliśmy w dół tą samą drogą. Trzeba było bardzo uważać, by nie pośliznąć się na kamieniach i rozdeptanym śniegu. Przez lodowiec znów szliśmy w grupie, powiązani linami. Po zejściu z lodowca przewodnik pożegnał się z nami i do Juvasshytta schodziliśmy już na własną rękę. Zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę, by spojrzeć na szczyt, który tego dnia ani na chwilę nie chciał pokazać się w całej okazałości.
W drodze powrotnej do domu zatrzymaliśmy się na nocleg w Sognefjellshytta. Miejsce zachwyciło nas architekturą i przemiła atmosferą. Dodatkowym plusem był pokój, w którym mogliśmy nocować razem z naszym czworonogiem.
Ciekawostką jest to, że obok hotelu znajduje się kilka kilometrów fantastycznych tras do narciarstwa biegowego, a miejsce to upodobali sobie na treningi norwescy biegacze. Hotel oczywiście wychodzi naprzeciw swoim klientom i posiłki są przygotowywane pod kątem sportowców.
To na pewno nie była nasza ostatnia wyprawa na dach Norwegii, kolejne podejście zaczniemy ze Spiterstulen 😉

Mapa trasy:

Galeria zdjęć: